Quick Charge: szybkie ładowanie w praktyce

Quick chargeSmartfony mają coraz lepsze aparaty, coraz szybsze procesory z coraz większą liczbą rdzeni, coraz więcej pamięci i coraz lepsze ekrany, których możliwości przekraczają już chyba zdolności percepcji ludzkiego oka. A co z bateriami? Ta niezmiennie pozostaje najsłabszym ogniwem współczesnego telefonu. Na szczęście technologia Quick Charge rozwiązuje ten problem. Przynajmniej częściowo.

O tym, jak słabe są baterie w smartfonach przekonaliśmy się rok temu, gdy swoją premierę miała gra Pokemon GO, która na pewien czas zachwyciła cały świat i wywołała coś w rodzaju globalnego szaleństwa. Okazało się wówczas, że aby wykorzystać w pełni swój telefon konieczne jest chodzenie z podłączonym do niego powerbankiem. W przeciwnym razie włączony ekran, wysokie wykorzystanie procesora oraz aktywna lokalizacja załatwią baterię w dwie godziny. Czy tak powinno wyglądać "urządzenie mobilne"? Ano nie.

Qualcomm bierze sprawy w swoje ręce

Problem słabej baterii w smartfonach jest znany od dawna i w zasadzie przyzwyczailiśmy się już do tego, że telefon trzeba ładować codziennie. Tak było i jest, a producenci nic z tym nie robią. Oczywiście w nowych modelach mamy co prawda coraz większe akumulatory, a nowe wersje Androida są bardziej oszczędne pod kątem energetycznym. Problem w tym, że to co w ten sposób zyskamy wystarcza jedynie na zasilenie kolejnych rdzeni procesora i ekranów Super Ultra Full HD. Status quo zostaje zachowane.

Przykra prawda jest taka, że technologicznie akumulatory stoją w miejscu od wielu lat i nikt nie ma pomysłu co z tym fantem zrobić. Nikt, oprócz Qualcomma, który do sprawy podszedł nieco inaczej. Firma uznała bowiem, że skoro telefon trzeba ładować codziennie, to zróbmy chociaż tak, aby proces ładowania był szybszy. Tak narodziła się koncepcja Quick Charge, czyli po naszemu szybkiego ładowania.

Jak to działa?

Zasada działania technologii Qualcomma jest stosunkowo prosta. Szybsze ładowanie jest efektem zwiększenia napięcia prądu, płynącego do naszego urządzenia. Zamiast standardowych 5V, Quick Charge oferuje napięcie zmienne: od 3,6 do 20V. W początkowej fazie ładowania jest ono wysokie, co pozwala na szybkie naładowanie smartfona do 60 czy 70%, a potem stopniowo spada, gwarantując bezpieczeństwo całego procesu.

Qualcomm stale rozwija swoją technologię, efektem czego są kolejne jej wersje. Obecnie najbardziej powszechna jest wersja Quick Charge 3.0, choć w opracowaniu jest już 4.0, a na rynku ciągle są modele telefonów obsługujące wersję starszą: 2.0.

Quick Charge w praktyce

Przejdźmy do meritum: czy Quick Charge rzeczywiście działa i jak mocno przyspiesza ładowanie smartfonów?

Osobiście używam telefonu Moto X Play z baterią o pojemności 3700 mAh, wyposażonego w starszą wersję technologii: QC 2.0. Nawet ja odczuwam jednak gigantyczną różnicę. Stosując szybką ładowarkę, wystarczy podłączenie telefonu na 30-40 minut aby dobić do 60-70% poziomu naładowania baterii, co spokojnie wystarcza na cały dzień dość intensywnego użytkowania. Aby naładować telefon do pełna, moja szybka ładowarka potrzebuje około 80 minut. W przypadku zwykłej, dwuamperowej ładowarki, czas potrzebny do osiągnięcia takich wyników wynosi odpowiednio: ponad 1 godzinę do 60-70% i ponad 2 godziny - do pełna. Oszczędność czasu to zatem kilkadziesiąt minut dziennie. A mówimy cały czas o nie najnowszej wersji technologii!

W rzeczywistości - według danych producenta - Quick Charge 2.0 pozwala zwiększyć szybkość ładowania o 75%, zaś wersja 3.0 - o 100%, w stosunku do "normalnej ładowarki".

Ile to kosztuje?

Niestety, ładowarek obsługujących szybkie ładowanie nie znajdziemy raczej w oryginalnym pudełku z telefonem. Trzeba będzie je dokupić. Na szczęście wybór na polskim rynku jest spory, zaś ceny raczej akceptowalne. Warto przy tym wspomnieć, że Quick Charge możemy znaleźć zarówno w ładowarkach sieciowych, jak i samochodowych, a także w powerbankach. Szybkie ładowanie możemy mieć ze sobą zatem praktycznie wszędzie.

Ceny najtańszych szybkich ładowarek sieciowych zaczynają się już nieco powyżej 30 złotych (np. ładowarka polskiej marki Forever). W przypadku bardziej renomowanych marek, mówimy o kwotach rzędu 50 - 60 złotych (np. ładowarki marek tj. Anker czy Aukey; są raczej trudno dostępne w Polsce, ale w dobrych sklepach można je znaleźć). Ładowarki samochodowe kosztują mniej więcej tyle samo: od trzydziestu paru złotych za ładowarki z jednym wyjściem USB, aż do 60, 70 czy 80 złotych za modele dwuportowe.

Drożej jest w przypadku powerbanków, gdyż technologia Quick Charge jest "montowana" najczęściej w markowych modelach o dużej pojemności (10 000 mAh i więcej). Stąd ceny trzycyfrowe, sięgające stu kilkudziesięciu złotych. Najtańszym modelem, jaki udało mi się znaleźć jest koreański powerbank KingKong: 10 000 mAh za 89,99 złotych w chwili pisania tego artykułu.

Autor: www.frago.pl.

Ocena: 5.0

Komentarze